niedziela, 5 maja 2019

Part 17: Chapter 3 ~ Price of victory


When, when the fire's at my feet again
And the vultures all start circling

           Wioska została otoczona przez Klan Nocy. Nena już dawno nie widziała tak wielu Nocurnów w jednym miejscu. Przynajmniej od czasu poprzedniego starcia Klanem, który przegrał wtedy z chwilą, gdy Nena zmusiła Curreau do odwrotu.
           Ludzie byli bezpieczni. Całą wioskę i podlegające jej tereny otaczała bariera, o której mieszkańcy oczywiście nie mieli pojęcia. Chroniła ich jednak nawet, a zwłaszcza pod nieobecność Neny, która w przypadku ataku na barierę wiedziała też, że coś się dzieje.
           Gdy zjawiła się wraz z Daemonem na miejscu, wojownicy byli już gotowi do wymarszu. Nie mieli innego wyjścia. Z barierą czy bez, jeśli Klan Nocy na dobre odciąłby wioskę od świata zewnętrznego. Nie byłoby możliwości polowania, więc z czasem zabrakłoby mięsa. Skończyłoby się drewno. W końcu odcięty zostałby też dopływ wody.
           - Nena! – uradowała się Ingri, podchodząc do przyjaciół. Zaraz za nią spieszył Alwari. – Dobrze, że jesteście. Martwiłam się.
           - Przecież wiesz, że nie zostawilibyśmy was samych w takiej chwili.
           - Wiem, jednak twoja obecność dodaje nam wszystkim odwagi.
           - Jestem z wami i jak zawsze będę walczyć z wami ramię w ramię.
           - Czy to dobry pomysł? – zapytał cicho Daemon.
           - Wyglądasz na zmęczoną, Nena – zauważył Alwari.
           - To nic. Wyśpię się, gdy już pokonamy Klan Nocy.
           - Jak zawsze pewna zwycięstwa – usłyszeli w oddali głos Henocka.
           - Oczywiście – odparła z uśmiechem Nena. – Ruszamy na rozkaz Ingri.

They're whispering, "You're out of time”
But still I rise

           Jeśli ktoś miał szansę pokonać Curreau, to była to Nena i nikt nie miał co do tego wątpliwości. Zresztą i on sam nie był zbytnio zainteresowany z nikim innym. Gdy tylko Daemon ruszył na niego, został powstrzymany przez elitarną grupę pod bezpośrednimi rozkazami Curreau.
           Pozostali wojownicy również nie mieli czasu się nudzić. Nocturny jakby oczyściły drogę dla Neny, która skierowała się prosto w stronę Curreau. Czekał na nią. Najpewniej wiedział już o jej zmianie w wampira i chciał się przekonać o jej sile. Może nawet miał jakiś plan.
           Czego natomiast nie miał prawa wiedzieć, to o płynącej w jej żyłach krwi demonów, o której do niedawna sama nie miała pojęcia. Użyła jej tylko w walce z demonami, lecz wieści na pewno nie dotarły tak daleko. Chwała konfliktom między demonami i Nocturnami, które nienawidziły się od zarania dziejów.
           Jednak Nena nie zamierzała tak szybko odkrywać wszystkich kart. Właściwie to nie zamierzała żadnych kart odkrywać. Curreau wiedział o zmianie, ale jej przyjaciele nie. I tak miało pozostać. Ani Nena ani nękani przez Nocturny ludzie nie byli gotowi na taką rewelację.
           O istnieniu demonów nie wspominając. Tylko Ingri znała prawdę lub raczej jej część. Może nawet podejrzewała, że to nie wszystko, ale to wciąż nie to samo, co zobaczyć Nenę w walce, gdy używa tych mocy. Nie były zresztą jeszcze bezpieczne.
           Przywołała zatem swój miecz. Przez chwilę wymieniała z Curreau ciosy. To była dopiero rozgrzewka. Najpierw musiała odciągnąć go poza obszar bitwy, by zniknąć ludziom z zasięgu wzroku, nim użyje magii.
           Jednak Curreau jakby przeczuwając podstęp, nie dał się zwieść, jak poprzednim razem. Nena od dłuższej chwili starała się go jakoś zepchnąć do defensywy, ale na darmo. Była zbyt zmęczona, a też nie ma się co oszukiwać, przyzwyczaiła się do swoich nowych mocy i ich używania. Pozbawiona ich była dużo słabsza.
           - W ten sposób nie wygrasz – powiedział do niej Curreau, gdy znów zwarli się w walce na miecze. – Nikogo nie zdołasz ocalić.

This is no mistake, no accident
When you think the final nail is in

            Nic sobie nie robiła z prowokacji Curreau. Do czasu. Dopóki nie usłyszała krzyku Ingri. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła, że dziewczyna jest poważnie ranna. Alwari próbował wywalczyć sobie do niej drogę, ale Klan Nocy był zbyt silny.
            - Masz czas martwić się o innych? – usłyszała, a przed jej twarzą śmignęły pazury.
            Tylko cudem ich uniknęła, choć skupiona była na monitorowaniu energii życiowej przyjaciół. A ta słabła. Nena nie musiała się rozglądać, by wiedzieć, że przegrywają.
            Nawet Daemon miał problemy, bo Nocturny miały przewagę liczebną, kiedy on nie mógł użyć całej swojej mocy. Czekał jednak na zgodę Neny, która wciąż się wahała.

Don't be surprised
I will still rise

           Nie miała wyboru i choć obawiała się skutków swojej decyzji, jeszcze bardziej obawiała się stracić przyjaciół. Kolejny atak miecza zablokowała, łapiąc ostrze dłonią. Tego Curreau się nie spodziewał. Przez chwilę się zawahał i Nena wreszcie zdołała zranić bo swoim mieczem.
           - Nie tak źle, ale to wciąż za mało – roześmiał się wampir.
           Wtedy oczy Neny zabłysły czerwienią. Curreau wyglądał na zadowolonego, zafascynowanego wręcz. Przynajmniej dopóki pazury Neny omal nie dosięgnęły jego gardła. A i wtedy zaraz z drugiej nadszedł miecz. Curreau odskoczył, prosto w kolejną pułapkę. Tym razem było to zaklęcie. To samo zresztą, którego Nena użyła na nim podczas poprzedniej walki.
           Nawet ranny wciąż się uśmiechał. Najwyraźniej wciąż miał asa w rękawie. No tak. Poprzednio Nena z trudem zmusiła go do odwrotu, używając bardzo ciężkich zaklęć. Zmiana w wampira wyrównywała jej szanse, ale najwyraźniej wcale nie była kluczem do zwycięstwa.
           Nagle do niej dotarło. Curreau odciągał jej uwagę, podczas gdy reszta jego podwładnych zdobywała przewagę w bitwie, otaczali pojedynczych wojowników, żeby ich wykończyć. Energia życiowa Ingri słabła z powodu utraty krwi. Zresztą nie tylko jej.
           Nie pomna na swój wygląd, Nena ruszyła im na ratunek. W mgnieniu oka znalazła się przy Ingri, siłą i pazurami przebijając się przez ścianę Nocturnów. Zabrała ją do wnętrza bariery, na obrzeżach pól uprawnych. To samo zrobiła z kilka innymi wojownikami.
           Nie od razu zrozumiała ich przerażenie, ale było już za późno. Już ją widzieli, a najważniejszym było uratować ich życia i wygrać bitwę.

I must stay conscious
Through the madness and chaos

- Przypominasz mi kogoś – oznajmił z satysfakcją Curreau, po raz kolejny wchodząc Nenie w drogę. – Jesteś zupełnie jak Lacuna. Bezwzględna w walce. Spragniona krwi.
           - Nie jestem jak ona! – ofuknęła go Nena, a powietrze wokół niej zawirowało niebezpiecznie. Po okolicy rozeszła się ogromna fala energii i nawet Curreau wyglądał na zdziwionego. Zwłaszcza gdy ciało dziewczyny zaczęła otaczać ciemność. – Nie jestem jak Lacuna.
           Czuła trawiący ją od środka gniew. Mogła mu się poddać i zmieść Klan Nocy z powierzchni ziemi, ale straciłaby kontrolę. Za wszelką cenę próbowała się, więc powstrzymać. Popatrzyła w stronę Daemona, który był jej kotwicą. Jej ostoją. Azylem od całego zła.
          
So I call on my angels

            On zjawił się u jej boku, porzucając wszystko. Wyrósł obok niej jak spod ziemi i chwycił jej dłoń. Nie, nie powstrzymywał jej mocy. Po prostu był przy Nenie. To dało jej pewność i siłę, by poskromić swoją moc.
            Przerażone nową potęgą Nocturny i tak zaczęły się wycofywać. Nawet Curreau stracił rezon, cofając się o kilka kroków. Wciąż bacznie obserwował Nenę, mówiąc:
            - Jak zdobyłaś tę moc?
            - Ja jej nie zdobyłam – odparła Nena. – Ja się z nią urodziłam.
            - Nie, to niemożliwe.
            - Jestem pół demonem. Moja moc obudziła się nie dawno, ale pomoże mi zniszczyć ciebie i twój klan, jeśli jeszcze raz zbliżysz się do wioski.
            Była pewna, że Curreau przestraszy się i wycofa. Stało się jednak na odwrót. Nocturn rzucił się w jej stronę w akcie desperacji. Być może liczył, że teraz gdy się uspokoiła, zdoła ją zaskoczyć i pokonać. Jednak refleks Neny, która wciąż była w formie wampira, był o wiele lepszy.
            Jednym cięciem pazurów rozszarpała mu gardło, tym samym pokonując generała wrogich sił. Przerażone Nocturny zaczęły zwyczajnie uciekać. Nie była to nawet dezercja, skoro właśnie straciły swojego przywódcę.

Oh, ye of so little faith
Don't doubt it, don't doubt it

           Nena cofnęła się o kilka kroków, patrząc z przerażenie to na swoje dłonie, to na martwe ciało Curreau. Wygrała, więc powinna się cieszyć. Z jakiegoś powodu jednak czuła strach. Nie z powodu tego, co zrobiła. Nie. To była tylko obrona. To co ją przestraszyło to działania Curreau.
           Na swój sposób Nenie zawsze się wydawało, że przez długie jeszcze lata będą tak walczyć. Nie przeszkadzało jej to, tak długo jak dawała radę ochronić wioskę. Nie zależało jej na tym, by wygrać na dobre. Po prostu się przyzwyczaiła. I nagle. Wszystko się zmieniło.
           Szybko się jednak otrząsnęła. Nie było czasu na takie refleksje. Powróciła do swojej ludzkiej formy i skierowała się do wioski, by pomóc rannym. Kilka osób było w stanie krytycznym. Nie zamierzała ich stracić.
           Jednak gdy zbliżyła się do bramy wioski, stojący tam wojownicy skierowali ku niej swoją broń. Nena przez chwilę patrzyła na nich, nie rozumiejąc sytuacji.
           - Ruszcie się – powiedziała. – Muszę pomóc rannym.
           - Nie zbliżaj się – usłyszała. – Zdrajczyni.
           - Co? Chcę wam pomóc do cholery.
           - Jesteś Nocturnem, tak jak Klan Nocy. Jak długo zamierzałaś nas oszukiwać?
           Przed nią stał Alwari. Na jego twarzy widoczne było rozczarowanie i ból. I wcale nie były spowodowane ranami czy troską o Ingri.
           - Nie mamy na to czasu, później wszystko wam wyjaśnię – mruknęła Nena, próbując przejść. Zatrzymała się dopiero, gdy omal nie nadziała się na miecz. – Alwari…
           - Nie mogę cię wpuścić do wioski.
           - Przepraszam, że wam nie powiedziałam, ale właśnie takiej sytuacji próbowałam uniknąć.
           - A może zwyczajnie jesteś szpiegiem Curreau?
           - Właśnie go zabiłam.
           - Może to wszystko było na niby. Skąd mamy wiedzieć?
           - Co to za magia? Używałaś mocy, których nigdy nam nie pokazałaś.
           - Dajcie spokój – jęknęła Nena.
           - Odejdź – powiedział Alwari.
           Przy bramie zbierało się coraz więcej ludzi. Sądząc po ich minach, wieści z pola bitwy zdążyły się już rozejść. Henock próbował interweniować, lecz nikt go nie słuchał.
           - Czy wy postradaliście zmysły? – ryknął Daemon. – Nena was cały czas chroniła!
           - Nie odzywaj się demonie! Wszystko słyszeliśmy.
           - Daj spokój – wyszeptała Nena, powstrzymując go gestem dłoni. Raz jeszcze zwróciła się do mieszkańców wioski: - Pozwólcie mi się zająć rannymi. Wtedy odejdę.
           - Nie. Nie wpuszczamy wampirów do wioski. Odejdź, zanim stracimy cierpliwość.
           Nic nie mogła zrobić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz